10 - Robbie
Otwieram oczy i uśmiecham się na widok Reny. Dziewczyna śpi wtulona we
mnie, a pasemko włosów opada jej na twarz. Odgarniam jej włosy za ucho i czule
całuję w czoło. Jest taka delikatna.
- Oh, Robbie. Dzień dobry. - otwiera oczy, przeciera je brzegiem dłoni
i siada, okrywając się kołdrą.
- Dzień dobry, księżniczko. Wegańskie śniadanko do łóżka? - pytam,
przytulając się do jej pleców.
- Z wielką przyjemnością. - odpiera, spoglądając na mnie z uśmiechem.
- To zaczekaj tu chwilkę. - cmokam ją w usta i wstaję.
Ubieram tylko bieliznę i schodzę do kuchni. Wyciągam z lodówki warzywa
i wegański chlebek, za którym jeździłem po całym LA, aż w końcu go znalazłem.
Dla Reny zrobię wszystko. Przygotowuję sałatkę z pomidorem, świeżym ogórkiem,
sałatą i wegańskim sosem. Miseczki z daniem stawiam na tacy wraz z talerzem,
gdzie leży pieczywo. Znajduję także pomarańcze i szybko robię z nich sok. Moja
matka jest wielką fanką zdrowego odżywiania, więc sokowirówka to podstawa.
Podobno te sklepowe są sztuczne i nieekologiczne. Zabieram sprzed drzwi
najnowsze wydanie pracy i idę do sypialni z nim i gotowym posiłkiem dla naszej
dwójki.
- Pożyczyłam sobie jedną z twoich koszulek. Chyba nie masz mi tego za
złe. - rzuca z uśmiechem, odwracając się od okna i siada obok mnie na brzegu
łóżka.
- Pewnie, że nie. Mogłabyś zabrać mi całą szafę, a ja i tak nie byłbym
zły. Wręcz przeciwnie. Jestem szczęśliwy, bo przynajmniej każdy wie, że jesteś
moja. - muskam wargami jej policzek.
- To słodkie, wiesz. - oznajmia, biorąc sałatkę. - Ty jesteś słodki. -
dodaje i zaczyna jeść.
Zjadamy wszystko w ciszy, wymieniając tylko spojrzenia pełne miłości.
Gdy kończymy, szybko zmywam naczynia i wracam do Reny. Przytulam ją mocno do
siebie i nie wypuszczam z łóżka aż do południa. Rozmawiamy o artykule, który
się ukazał w dzisiejszej gazecie. Już na okładce jest nasze zdjęcie, gdy
całowaliśmy się w Providence, a potem długi opis jak to bardzo jesteśmy w sobie
zakochani i jeszcze kilka innych ujęć. Przyznam szczerze, że nie myślałem, iż
wzbudzimy aż takie zainteresowanie mediów.
- To były najlepsze dwa dni w moim życiu. Dziękuję. - Rena uwiesza mi
się na szyi i czule całuje.
- W moim też. W życiu nie pomyślałbym, że ten eksperyment będzie aż
tak wspaniały. - przyciskam ją do siebie, patrząc prosto w oczy. - Last night you were in my room… Now my bedsheets smell like you... Every day discovering somethin' brand
new… I'm in love with your body… - nucę jej do ucha, a ona cicho
chichocze. - Nie chcę by to się skończyło, bo nie chcę Cię stracić. -
poważnieję od razu. - Boję się tego dnia, gdy znów staniemy przed menagerem.
Boję się, że nasze drogi się rozejdą i już Cię nie spotkam… - milknę na chwilę.
- To byłoby okropne, bo Cię kocham, Pyreno Lucrezio. - złączam nasze usta w
długim, ale delikatnym pocałunku.
W tym momencie na podjazd przed jej domem, wjeżdża auto Nate’a. Chyba
wziął sobie do serca moją radę.
- Cześć! - wita się i znika za drzwiami.
- Chodź jeszcze na chwilę. - Rena ciągnie mnie do środka. Jej nie
można odmówić.
Przekraczamy próg domu Lovelis i zatrzymujemy się w korytarzu,
obserwując sytuację. Gdy Sais wita się z jej matką, Nia zbiega po schodach i
wskakuje mu na plecy.
- Ni! - chłopak łapie ją i stawia na ziemi. Odwraca się do niej twarzą
i całuje.
Stoję zamurowany. Nigdy bym nie pomyślał, że zobaczę ich kiedyś razem.
Owszem, wiedziałem o uczuciach Nate do niej, ale nie sądziłem, że ona to
odwzajemnia. Szturam lekko Renę w bok i szepczę jej na ucho. Dziewczyna tylko
podśmiechuje się pod nosem i trzymając cały czas za rękę, niezauważona, zabiera
mnie do swojego pokoju.
Cały rozdział był o przygotowywaniu jedzenia i jedzeniu ;) Mniam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam co dobrego dalej.