4 - Robbie
Rena parkuje samochód pod galerią handlową The Grove i wysiada.
- Chcę kupić jakąś ładną sukienkę. Manager załatwił nam kolację w Providence.
- oznajmia, a ja spoglądam na nią zaskoczony.
- To ta wykwintna restauracja? - pytam, a dziewczyna przytakuje. - To
chyba żart. Nie lepiej zrobić piknik na plaży? Dla mnie bardziej romantyczna
opcja. - dodaję, idąc tuż przy niej.
- Też tak myślę, ale chcą pokazać nas dziennikarzom. Wszystkie media
będą o tym pisać. Taki jest ich cel. - tłumaczy i wchodzi do pierwszego ze
sklepów.
- Rozumiem, ale skoro to my mamy udawać parę to sami powinniśmy
decydować, gdzie i kiedy pójdziemy. - kontynuuję temat, oglądając z nią
ubrania, choć wcale mnie nie obchodzą.
- Może i tak... Ale teraz skupmy się na wyborze sukienki. Ta? -
pokazuje mi długą do ziemi, czerwoną, na jedno ramię.
- Nie. Może czarna? - wskazuję na ten sam krój, ale inny kolor.
- Okay. Zobaczę. - bierze ode mnie wieszak i rusza dalej.
- Osobiście twierdzę, że lepiej Ci w takich do kolan, ale jeśli
chcesz... W sumie, to Providence. Wykwintne miejsce to i sukienka elegancka...
- mówię co myślę, krocząc za nią.
- Robbie, dzięki za radę. - przerywa mi i bierze kolejną sukienkę do
ręki.
Ostatecznie po ponad półgodzinnym "spacerze" między
kolejnymi stojakami, dziewczyna kieruje się do przymierzalni. Siadam w fotelu
na przeciwko i oglądam ją w następnych kreacjach, pokazując jej miną lub gestem
ręki, jak wygląda. Po ponad stu przymierzonych kieckach, Rena decyduje się na
krótką, srebrną, z tysiącami tiuli. Wygląda w niej jak księżniczka, którą tak
właściwie dla mnie jest.
- Zupełnie nie rozumiem czemu się na to zgodziłeś? Nie mogłeś inaczej
załatwić kontraktu? - pyta się, gdy siadamy przy fontannie, popijając sok
ananasowy.
- Serio chcesz wiedzieć? Lista powodów jest długa. - rzucam nieco
żartobliwie.
- Pewnie. Mamy czas. - patrzy prosto na mnie, uśmiechając się
szczerze.
- Więc zaczniemy od tego, że jesteś naprawdę śliczna, niesamowicie
utalentowana i cudowna pod każdym względem. Te dwa dni pozwoliły mi to tylko
potwierdzić. Owszem, mogłem inaczej, ale nie chciałem. - milknę na chwilę i
biorę łyk napoju. - Okay, Justin i Nate mi odradzali, ale ja sam decyduję o
sobie, a Ty jesteś wspaniałą osobą, więc to tylko przyjemność. Uwierz mi Rena,
jeśli można się zakochać od pierwszego wejrzenia to jestem niezłym przykładem.
- wypalam bezmyślnie. Dociera to do mnie dopiero, gdy zapada między nami
niezręczna cisza. - Przepraszam. - szeptam i wstaję.
- Robbie, nie przepraszaj. Dobrze, że nie wstydzisz się tego co
czujesz. - chwyta moją dłoń. - Ale dajmy sobie czas, dobrze? - również się
podnosi i spogląda mi prosto w oczy.
- Dobrze. - zgadzam się, mocno obejmując.
Odprowadzam dziewczynę do domu. Cmokam Renę na pożegnanie w policzek
i, gdy znika za drzwiami, ruszam do siebie. Dziś wieczorem chłopaki mają wpaść
do mnie, aby pogadać o nowej muzyce, więc muszę jeszcze posprzątać.
Wow Robbie - nie dość, że taki kochany to jeszcze sprząta ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i czekam co dalej.