7 - Rena

Od samego rana jestem w dobrym nastroju. Dziś idę z Robbiem na kolację do Providence. Zaraz po śniadaniu staję przed lustrem i ćwiczę różne pozy. Skoro przez cały wieczór ma nam towarzyszyć "ukryty" tłum fotoreporterów, chcę wypaść jak najlepiej.
- Można? - Picker zagląda do mojego pokoju, ledwo powstrzymując się od śmiechu. No tak, muszę wyglądać komicznie.
- Pewnie. - odwracam się twarzą do niego i zarzucam mu ręce na szyję. - Myślałam o tym co powiedziałeś. Ja też coś do Ciebie czuję. Jesteś mi bliższy, niż się wydaje. - oznajmiam, patrząc mu prosto w oczy.
- To niesamowite. Jak głupi eksperyment może zbliżyć ludzi. - odpiera i delikatnie mnie całuje.
Przymykam oczy, oddając się rozkoszy jego pocałunków. Czuję, jak moje stopy odrywają się od ziemi, a po chwili jak ląduje wśród miękkich pościeli.
- Nie myślisz, że to za szybko? - pytam.
- Masz rację. - Robbie odsuwa się nieco i siada obok. -  Jesteś taka piękna. Nie chcę Cię stracić. - sztura mnie nosem po policzku, więc mimowolnie się uśmiecham. To cudowne, że jest taki wyrozumiały, cierpliwy...

Robbie po obiedzie jedzie na chwilę do siebie, aby o 19 udać się ze mną do Providence. Poprawiam swoją srebrną, tiulową sukienkę, przeglądając się w lustrze. Strasznie się stresuję. To bardzo ważny wieczór.
- Gotowa? - pyta Nia zza drzwi.
- Prawie. Chodź, pomożesz mi z biżuterią. - wołam ją i gdy przychodzi, podaję jej diamentowy łańcuszek. O ile sama ubrałam kolczyki, wolę by naszyjnik zapięła mi siostra, bo znając siebie wczepiłby się we włosy.
- I już. - wskazuje na odbicie w lustrze. - Ślicznie wyglądasz. Na pewno będą pod wrażeniem. - dodaje i uśmiecha się. - Lecę, bo Nate na mnie czeka. - rzuca i wychodzi.
Przyjeżdżam różową szminką po ustach jeszcze raz i chowam przedmiot wraz z dokumentami,  innymi kosmetykami i telefonem do torebki. Schodzę po schodach i dostrzegam jego. Stoi z kwiatkiem doniczkowym i czeka na mnie.
- Wariat. - stwierdzam i odbieram od niego podarunek.
- No co? Nie chciałem podpaść mojej kochanej wegance. - oznajmia i, gdy odstawiam roślinę na stół, podaje mi dłoń
Wychodzimy z domu i wynajętą przez menadżera limuzyną udajemy się do tej prestiżowej restauracji. Całą drogę rozmawiamy jakbyśmy wcale nie wiedzieli o czekających na każdym kroku fotoreporterów. Na miejscu Robbie, jak dobrze wychowanego mężczyznę przystało, otwiera mi drzwi i pomaga wysiąść. Obejmuje mnie w tali i razem przekraczamy próg Providence. Kelner prowadzi nas do zarezerwowanego stolika i przyjmuje nasze zamówienie. Na całe szczęście mają także wegańskie potrawy, więc nie będę głodować.
- I jak? Podoba Ci się tutaj? - pytam Pickera, rozglądając się wokół.
- Jest całkiem fajnie. Dobre pierwsze wrażenie. Ale wiesz, co podoba mi się najbardziej? - chwyta moją dłoń leżącą na stoliku i pochyla się nieco do mnie.
- Nie wiem, powiedz. - odpieram, seksownie przygryzając wargę. Wiem, co odpowie, ale chcę się to usłyszeć od niego.
- Ty, Rena. Jesteś najcudowniejsza. Kocham Cię. - wyznaje i złącza nasze wargi w długim i namiętnym pocałunku.
- Ja Ciebie też. - szeptam i pogłębiam pocałunek.

Komentarze

Prześlij komentarz