8 - Robbie
Siedzę z Reną w Providence i cholernie się stresuję. Nie dlatego, że
to randka, tylko ze względu na fotoreporterów. Podczas, gdy siadamy przy
stoliku i próbujemy zachowywać się jakbyśmy wcale nie widzieli tych ludzi, lampy
ich aparatów błyskają co chwilę.
- I jak? Podoba Ci się tutaj? - pyta, rozglądając się wokół.
- Jest całkiem fajnie. Dobre pierwsze wrażenie. Ale wiesz, co podoba
mi się najbardziej? - chwytam jej dłoń leżącą na stoliku i pochylam się nieco.
- Nie wiem, powiedz. - odpiera, seksownie przygryzając wargę. Wiem, że
się domyśla co mam na myśli, a raczej kogo.
- Ty, Rena. Jesteś najcudowniejsza. Kocham Cię. - wyznaję i złączam
nasze wargi w długim i namiętnym pocałunku.
- Ja Ciebie też. - szepta i pogłębia pocałunek.
Zapominam wtedy o całym świecie. Liczy się tylko ona, ta cudowna,
niesamowita Pyrena Lucrezia.
Gdy kelner przynosi nasze zamówienie, odsuwamy się od siebie, ciągle
się uśmiechając. Przy posiłku rozmawiamy niewiele, jakbyśmy bali się wspomnieć
o pewnych sprawach.
- Robbie, mogę się o coś zapytać? - przerywa, ciszę, wśród której
roznosił się tylko szept innych i dźwięk używanych sztućców.
- O co tylko chcesz. - odpowiadam, spoglądając na nią z czułością.
- Z Providence pojedziemy do Ciebie? - jej głos jest zmysłowy.
- Jeśli chcesz. Pamiętaj, że nigdy nie będę nalegał. - odpieram i
biorę kolejny kęs do ust.
- Ale ja chcę. - mówi zdecydowanie, uśmiechając się tak szczerze jak
nigdy wcześniej.
- Dla Ciebie wszystko, księżniczko. - dodaję pod nosem i biorę do ręki
kieliszek. - Za nas i naszą przyszłość! - wznoszę toast z dziewczyną.
- Za nas. - powtarza i upija
łyk alkoholu. Jest przy tym tak seksowna, że trudno mi się oprzeć. Kładę dłoń
na jej kolanie, a ona odwraca wzrok zawstydzona. Jest taka słodka.
Po kolacji w Providence kierujemy się powoli główną ulicą do mojego
domu. Rodzice wyjechali na miesiąc do pracy w Holandii, więc sam muszę o niego
zadbać. Przepuszczam dziewczynę w drzwiach, które następnie zakluczam. Matka by
się załamała, a ojciec to chyba by mnie zabił, gdyby ktoś się włamał i ukradł
dorobek ich życia.
- Zapraszam. Chcesz coś do picia? - proponuję, tak jak mnie tata
uczył. Prawdziwą kobietę trzeba odpowiednio traktować.
- Nie, dziękuję. Możemy przejść
do sypialni? - spogląda na mnie, odkładając na półkę moje rodzinne zdjęcie.
Miałem na nim z 10 lat i lubiłem jeździć z rodzicami na snowboard. Dorosłem,
ale pasja pozostała.
- Oczywiście. - biorę ją na ręce i wnoszę po schodach jak pannę młodą.
Kładę ją ostrożnie na łóżko i zaczynam całować. To będzie
niezapomniana noc.
Uuuu... Robbie wreszcie zabrał się do pracy ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na next.